<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841</id><updated>2012-02-17T04:25:20.229+01:00</updated><title type='text'>INGA SZUKA PRACY</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>15</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-4203592608913850902</id><published>2010-09-23T15:15:00.002+02:00</published><updated>2010-09-23T15:50:36.704+02:00</updated><title type='text'>na czarno</title><content type='html'>Jeszcze niedawno wierzyłam w uczciwość i rzetelność, niezależnie od okoliczności. W legalność, w umowy... chyba nawet w jakąś sensowność różnych systemów w Polsce.&lt;br /&gt;Niedawno przytrafiła mi się okazja dorobić, po raz kolejny zajmując się dzieciakami, a więc tym, co odkryłam, że naprawdę lubię. Poprowadzić jakąś zabawę, coś powiedzieć do mikrofonu, zatańczyć. Dla mnie - sama przyjemność. W dodatku w fajnym towarzystwie, za naprawdę niezłe pieniądze i dla firmy, która jest uczciwa, więc z każdym pracownikiem spisuje umowę. I - no, właśnie. I tu się zaczął problem.&lt;br /&gt;Coś mnie tknęło, więc zadzwoniłam do mojego UP i zapytałam, czy umowy o dzieło także muszę zgłaszać (wiedziałam, że generalnie zgłaszać należy fakt znalezienia pracy). Usłyszałam, że tak, oczywiście, i że wówczas zostaję z Urzędu Pracy wyrejestrowana.&lt;br /&gt;Uśmiechnęłam się do siebie, poinformowałam panią, że w takim razie będę tak kombinować, żeby tej umowy nie mieć (a niech kobieta wie), ładnie się pożegnałam i poprosiłam męża, żeby wziął tę umowę na siebie.&lt;br /&gt;Udało się to właśnie w taki sposób załatwić, ale czy ta sytuacja nie jest lekko irytująca?&lt;br /&gt;Pracowałam dla tej firmy dosłownie przez kilka godzin. Wszyscy chyba wiedzą, na czym polega umowa o DZIEŁO - ja coś WYKONUJĘ, firma mi PŁACI i na tym KONIEC. Nie ma żadnego ubezpieczenia, bo nawet nie jest doprecyzowany czas, jaki mam na wykonanie owej pracy, owego dzieła. A przecież właśnie o to ubezpieczenie się rozchodzi... Jeśli się wyrejestruję z UP, nie mogę iść do lekarza, nazywając rzecz po imieniu.&lt;br /&gt;I jeszcze, tak od strony czysto praktycznej.&lt;br /&gt;Dla firmy pracowałam w sobotę, umowę spisałabym w sobotę, na sobotę. A zatem, w poniedziałek powinnam pojechać do Urzędu Pracy, powiedzieć, że dostałam umowę i mogą mnie wyrejestrować, a następnie, zgłosić, że już nie pracuję i proszę o ponowne zarejestrowanie mnie? Jak to się w takich wypadkach odbywa - powinnam od razu poinformować o obu rzeczach? Poczekać grzecznościowo pół godzinki? Wpaść następnego dnia i mieć nadzieję, że nie zdarzy mi się żaden wypadek samochodowy po drodze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takie sytuacje sprawiają, że kiedy dzwoni do mnie dawny znajomy z propozycją współpracy i pyta, czy wystarczy mi czasem umowa o dzieło lub zlecenie, odpowiadam: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Poproszę na czarno&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę nie przypuszczałam, że tyle będę tu pisać o Urzędzie Pracy. Raczej wyobrażałam sobie streszczenia rozmów z potencjalnymi pracodawcami, ewentualne kolejne przekręty firm, z którymi się zetknę... Jak to życie fantastycznie weryfikuje nasze wyobrażenia!..&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-4203592608913850902?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/4203592608913850902/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/09/na-czarno.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/4203592608913850902'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/4203592608913850902'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/09/na-czarno.html' title='na czarno'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-8330442820280056768</id><published>2010-09-16T13:20:00.003+02:00</published><updated>2010-09-16T13:45:25.484+02:00</updated><title type='text'>wyjątek</title><content type='html'>Czuję się jak dziura w systemie, jak jakiś wyjątek od reguły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakiś czas temu odwiedziłam znów mój Urząd Pracy - doszły mnie bowiem słuchy, że jednak mogę robić staż. Zapytałam więc na początku panią urzędniczkę, skąd biorą się tak różne informacje; raz słyszę, że nie łapię się na żadne staże, innym razem - że owszem, mogę się o takowy starać.&lt;br /&gt;Uprzejma pani wytłumaczyła mi, że są różne programy i w ramach jednych, dana osoba się kwalifikuje, a w ramach innych, zbudowanych na odmiennych zasadach, już nie. Zapytałam więc o oferty i dostałam do rąk ofertę stażu w pewnym biurze poselskim. Pomyślałam, że mogłoby to być ciekawe doświadczenie i zapytałam o szczegóły, prosząc przy okazji, żeby pani sprawdziła, czy na pewno mogę tu aplikować. Podałam dowód osobisty, pani urzędniczka wklepała coś w komputer i nieco już mniej uprzejmie zapytała: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;A kto pani w ogóle powiedział, że pani może robić staż!?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dowiedziałam się, że oprócz konieczności spełnienia warunków zawartych w danym programie stażowym, trzeba też spełnić warunki zawarte w ustawie. A zgodnie z tymi, ponieważ mam tytuł magistra, staż mogłam robić tylko przed ukończeniem dwudziestego siódmego roku życia. W ten sposób, wróciłam do punktu wyjścia, znanego mi już z lipcowych odwiedzin w Urzędzie. Dowiedziałam się jednak dodatkowo, że za jakiś czas, kiedy będę odpowiednio długo bezrobotna, będę mogła jednak zacząć się starać o jakiś staż&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro jednak, póki co, taka opcja odpada, spokojnie i nieco naiwnie zapytałam o oferty pracy. Pani urzędniczka, z rozbrajającą szczerością, odparła: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie mamy właściwie żadnych ofert. A dla kobiet, to już w ogóle...&lt;/span&gt; Mój optymizm, o dziwo, nie przygasł, powiedziałam więc: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Będę musiała w takim razie pomyśleć jednak o własnej firmie&lt;/span&gt;, na co usłyszałam, wypowiedziane z ciężkim westchnieniem: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;No tak... to też jest JAKAŚ możliwość...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodząc stamtąd, zdecydowanie nie wierzyłam w to, że kiedykolwiek jakąkolwiek pracę znajdę. Pomyślałam jednak, po raz pierwszy odczuwając prawdziwą furię z tego powodu, że to jednak trochę niesprawiedliwe - z powodu nieuczciwych umów, teoretycznie pracowałam zbyt krótko, żeby dostawać zasiłek, za długo jednak, żeby móc się starać o staż. Ponieważ ukończyłam studia o takim, a nie innym, kierunku, na pracę w zawodzie praktycznie nie mam szans; za to jednak, że w ogóle mam tytuł magistra, również na jakikolwiek staż nie mam szans.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, chciałabym rozpocząć własną działalność, co jakiś czas ktoś mnie do tego namawia. Brak mi jednak konkretnego pomysłu - te, które mam, są mało dochodowe, jestem o tym przekonana. Brak mi również, po prostu, wiary w siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeglądam więc kolejne oferty w internecie, z których znakomita większość jest adresowana do pracowników fizycznych. Powoli tracę wiarę w jakikolwiek sens wysyłania CV drogą mailową, a kiedy nawet zdecyduję się spróbować - i tak nie dostaję żadnej odpowiedzi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-8330442820280056768?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/8330442820280056768/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/09/wyjatek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/8330442820280056768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/8330442820280056768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/09/wyjatek.html' title='wyjątek'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-2949287469221067358</id><published>2010-09-09T15:48:00.002+02:00</published><updated>2010-09-09T15:53:38.403+02:00</updated><title type='text'>korespondencja</title><content type='html'>Nie chce mi się okraszać tego "epizodu" żadnymi komentarzami, które zresztą, moim zdaniem, w ogóle nie są potrzebne.&lt;br /&gt;Oto przykład "przyjaznego urzędu":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój mail:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jakiś czas temu, zainteresowana programem stażowym dla osób, które nie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ukończyły 30 roku życia, jako, że mieszczę się w tym przedziale&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wiekowym, zapytałam w Państwa Urzędzie o szczegóły. Dowiedziałam się,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;iż w moim akurat przypadku, nie mogę ukończyć lat... dwudziestu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;siedmiu. Szczerze mówiąc, nie zrozumiałam, czy ma to związek z&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;posiadanym wyższym wykształceniem... W każdym razie, 27. urodziny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;miałam w lipcu, więc nie zdążyłam przed upływem tej daty załapać się&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;na żaden staż (dodam, iż o staż musiałam ubiegać się sama, w&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Urzędzie poinformowano mnie tylko, że na załatwienie go mam dwa tygodnie).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W związku z tym, iż na Państwa stronie nadal widnieje informacja o&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;stażach dla osób poniżej 30. roku życia, bardzo proszę o wyjaśnienie,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;czy ten program na pewno dotyczy wszystkich osób w tym wieku?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tu odpowiedź:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Informacja na stronie internetowej dotyczy programu dla osób poniżej 30 roku &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;życia, ale osoby te muszą również spełniać wymogi art. 49 ustawy o promaocji &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zatrudnienia i instrumentów rynku pracy ( Dz.U. z 2008r nr 69 poz. 415 z &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;pożniejszymi zmianami ).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Proszę również zapoznać się z Regulaminem organizacji staży dla osób &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;dezrobotnych, który zamieszczony jaest na stronie internetowej w zakładce &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Dokument do pobrania ".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ponadto,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Powiatowy Urząd Pracy w Jastrzębiu Zdroju informuje, że udziela odpowiedzi &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;na korespondencję otrzymaną pocztą elektroniczną, która spełnia wymogi &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;określone w art. 63 § 2 Ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. kodeks postępowania &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;administracyjnego (Tekst jednolity: Dz. U. z 2000 r. nr 98, poz. 1071 ze &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zm.), którego brzmienie jest następujące:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Podanie powinno zawierać, co najmniej wskazanie osoby, od której pochodzi, &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;jej adres i żądanie oraz czynić zadość innym wymaganiom ustalonym w &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;przepisach szczególnych”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Oznacza to, że treść kierowanej korespondencji powinna zawierać, co &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;najmniej:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;   - wskazanie osoby (imienia i nazwiska) od której pochodzą,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;   - adresu (kodu pocztowego, miejscowości, ulicy i nr domu) tej osoby,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;   - przedmiotu sprawy, której dotyczy,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;   - być opatrzone bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym za &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;pomocą ważnego kwalifikowanego certyfikatu, przy zachowaniu zasad &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;przewidzianych w przepisach o podpisie elektronicznym.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I z mojej strony, to tyle na dziś.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-2949287469221067358?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/2949287469221067358/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/09/bez-komentarza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/2949287469221067358'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/2949287469221067358'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/09/bez-komentarza.html' title='korespondencja'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-7018067495353230320</id><published>2010-08-26T20:28:00.002+02:00</published><updated>2010-08-26T22:17:44.231+02:00</updated><title type='text'>święta naiwność</title><content type='html'>Dlaczego właściwie mówi się "święta naiwność"? Mam nadzieję, że oznacza to, iż osoby wykazujące się tą właśnie cechą, mają większą szansę zwiększenia panteonu kanonizowanych. Ja, w każdym razie, gdyby tak było, byłabym znów o szczebelek wyżej w dążeniu do świętości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Policzyłam właśnie - od połowy czerwca, wysłałam dokładnie 27 maili z moim CV. Szczerze powiedziawszy, wydawało mi się, że było tego więcej, ale znalazłam właśnie tyle.&lt;br /&gt;Wychodzą niecałe 3 maile na tydzień, to chyba nie jest oszałamiający wynik...&lt;br /&gt;Wydaje mi się jednak, że dopiero zaczynają się pojawiać ciekawsze oferty. Przypuszczam, że latem firmy jakoś dawały radę z sezonowymi pracownikami. Pytanie, jakie jest w ogóle prawdopodobieństwo wszczęcia poszukiwać pedagoga lub pracownika kultury?..&lt;br /&gt;To jest w ogóle tak szerokie pojęcie - "pracownik kultury" - nie bardzo mi się podoba, ale w tej chwili nie znajduję innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głowa mnie boli...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o tę naiwność, o której piszę na początku - odwiedziła mnie ta koleżanka ze studiów, która ma swoją firmę.&lt;br /&gt;Postaram się opisać to wszystko w miarę jasno, choć w tym stanie mogę mieć z tym problem.&lt;br /&gt;Najpierw, koleżanka namawiała mnie na założenie firmy. Firma miałaby być identyczną jak jej. Za dofinansowanie, które otrzymałabym z UP, kupiłybyśmy coś, co zdaniem mojej znajomej, pozwoliłoby na dodatkowe dochody.&lt;br /&gt;Nie spodobał mi się ten pomysł, że nie dość, że mam się zajmować tym, co ona lubi robić (ja nie potrafię powiedzieć, bo nigdy wcześniej tego nie robiłam), to jeszcze pieniądze, które bym ja otrzymała, wydałaby ona.&lt;br /&gt;Zresztą, dowiedziałam się, że pierwszy termin składania wniosków w moim mieście, to 1 - 7 września. Jak dla mnie, to zbyt mało czasu na poważne przemyślenie tego, czym miałabym się zajmować - i, w domyśle, co miałoby mi przynieść zarobki pozwalające przynajmniej na opłacanie tego cholernego ZUSu.&lt;br /&gt;Koleżanka nie widziała problemu - problemu nie stanowiło dla niej również poinformować mnie, że na początku z moich zarobków ona będzie brała 60% dla siebie...&lt;br /&gt;Ja w tym momencie wiedziałam już, że nie chcę teraz żadnej firmy zakładać, a facet koleżanki, widząc to, zaproponował, żebym się u niej zatrudniła.&lt;br /&gt;Koleżanka dała mi listę miejsc, w które muszę pójść z propozycją współpracy. Dała ofertę, program, w ciągu kilku minut wytłumaczyła, w jej mniemaniu, na czym ta praca właściwie polega. Wyliczyłam, że za pół godziny zarabiam 45zł, po czym dowiedziałam się, że na początek za godzinę zarabiałabym 30zł. I, oczywiście, że pracowałabym na czarno, ku czci i chwale firmy znajomej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam sił i ochoty opisywać to wszystko, co dziś czuję. Oszołomiona bólem brzucha, spotkaniem z koleżanką, z którą nie widziałam się od kilku miesięcy, rzekomą możliwością rozwoju, koniecznością szybkiego podjęcia decyzji - zgodziłam się.&lt;br /&gt;Wieczorem wyliczyłam, że przy sporym szczęściu, miesięcznie zarobię 300zł, a od tego trzeba odjąć koszta dojazdu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ech.&lt;br /&gt;Nie trzeba tu wyciągać żadnych wniosków. Trzeba się zastanowić, jak rozwiązać zaistniałą sytuację - tak, żeby nie stracić koleżanki... Chociaż, po tym, jak próbowała mnie wykorzystać, sama nie wiem, czy aż tak mi zależy na tej znajomości.&lt;br /&gt;Życie, jak zwykle, weryfikuje wszystko. Codzienne problemy wyostrzają nasze cechy, radykalizują poglądy. Grono przyjaciół zwęża się i czasem w zupełnie nieoczekiwanych momentach odkrywamy, kto najzwyczajniej przestał zasługiwać na naszą sympatię. Uczymy się zdrowego egoizmu, otwierają nam się oczy, czasem - opadają ręce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wysłałam właśnie kolejne CV. W coraz dalsze miasta celuję, a jednocześnie, ciągle zastanawiam się nad tą legendarną Własną Działalnością.&lt;br /&gt;Tylko, że - właśnie: to ma być WŁASNA działalność, moja, nienarzucona. I dochodowa...&lt;br /&gt;Chyba, jak kiedyś już ktoś mi radził, na początek spróbuję stworzyć sobie stronę internetową, sprawdzę, czy jest zapotrzebowanie, czy moje umiejętności ktokolwiek chce kupić. Niestety, dobra strona również oznacza koszta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koszta wkrótce zacznie też pochłaniać konieczność zadbania o moje zdrowie. No, ale tego akurat wiem, że naprawdę nie wolno zaniedbywać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że to bardzo chaotyczny post. Nie umiem dziś inaczej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-7018067495353230320?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/7018067495353230320/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/08/swieta-naiwnosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/7018067495353230320'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/7018067495353230320'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/08/swieta-naiwnosc.html' title='święta naiwność'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-8354387984282676742</id><published>2010-08-19T18:38:00.002+02:00</published><updated>2010-08-19T18:56:47.156+02:00</updated><title type='text'>wielka cisza i jedno dziecko</title><content type='html'>Żaden pracodawca nie odpisał na żaden z moich maili. &lt;div&gt;Odezwali się z firmy organizującej przyjęcia dla dzieci, z informacją, że na razie punkt w moim mieście nie będzie uruchamiany, ale może coś ruszy jesienią, więc na razie pozwolą sobie zatrzymać moje dokumenty rekrutacyjne.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Brzmi to dość... sympatycznie. Chciałam napisać "obiecująco", ale nie ma w tym właściwie żadnej obietnicy, natomiast rzeczywiście miło jest, kiedy ktokolwiek w jakikolwiek sposób reaguje na przesyłane przeze mnie dokumenty.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Odezwał się ktoś jeszcze - mama pięknej, mądrej i zabawnej dziewczynki. Zgłaszam się już bowiem nawet na oferty pracy - powiedzmy sobie wprost - "na czarno" lub na umowę o dzieło. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ta mała jest naprawdę uroczym dzieckiem, a jej mamę Ania z Zielonego Wzgórza nazwałaby "pokrewną duszą". Niestety, godzin opieki nad dzieckiem ma być niewiele, bo dosłownie 3 razy w tygodniu po ok. dwie... więc nie jest to coś, co pomaga w utrzymaniu się.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Dałyśmy sobie z mamą dziewczynki czas. Ja i tak jestem zainteresowana, ale nadal będę szukać czegoś innego, co oznacza dla nich w pewnym momencie konieczność szukania nowej opiekunki. No, ale to też jest jakieś rozwiązanie... zobaczymy, po prostu.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Szczerze mówiąc, najchętniej łapałabym właśnie kilka takich dodatkowych zajęć. Po pierwsze, zawsze lubiłam robić kilka rzeczy naraz, po drugie, nieszczególnie tęsknię do spędzania ośmiu godzin za biurkiem, a po trzecie, po prostu, nie chciałabym rezygnować ani z dłubania kartek, zaproszeń i broszek, ani z perspektywy spotkań z tą małą, które być może byłyby w jakimś stopniu męczące, ale wiem też, że energetyzujące. Chciałabym czasem jeszcze zająć się jakimiś dzieciakami na festynie (jak w najbliższą sobotę i na początku września), czasem zrobić coś na komputerze (najlepiej w photoshopie)...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Generalnie, rzeczy, które potrafię i lubię robić, nie brakuje. Pracodawcy jednak pokazują mi, że nie nadaję się nawet do solarium.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W poniedziałek przyjeżdża do mnie koleżanka ze studiów, dumna właścicielka firmy, którą z niezłym skutkiem udaje jej się prowadzić już niespełna trzy lata. Będziemy kombinować albo nad zatrudnieniem mnie w tejże firmie... albo nad założeniem podobnej firmy przeze mnie.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie wiem, czy z obojętności i zniechęcenia, czy jednak z odrobiny chęci poniesienia ryzyka, ale jest we mnie zgoda na ten pomysł. Póki co jednak otwieram znów te same strony, choć sama nie wiem, jakie cuda jeszcze spodziewam się na nich znaleźć.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-8354387984282676742?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/8354387984282676742/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/08/wielka-cisza-i-jedno-dziecko.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/8354387984282676742'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/8354387984282676742'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/08/wielka-cisza-i-jedno-dziecko.html' title='wielka cisza i jedno dziecko'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-5608119951950460715</id><published>2010-08-11T23:40:00.002+02:00</published><updated>2010-08-12T00:08:13.089+02:00</updated><title type='text'>w zawieszeniu</title><content type='html'>Moją obecną sytuację zawodową chyba najlepiej charakteryzuje właśnie tytuł tej notki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W umówionym terminie, nie mogłam się spotkać ze znajomą, ponieważ dopadł mnie rozstrój żołądka (delikatnie rzecz ujmując). Obiecała odezwać się na początku tego tygodnia - cóż, od kilku minut jest czwartek, a znajoma milczy, podobnie zresztą jak prezes. Ja, rzecz jasna, w imię nie wychylania się, milczę również. I nie mam pojęcia, co z tego wyniknie, ale zadzwoniła dziś kolejna znajoma, która w ramach poszerzania działalności szuka osoby zaufanej do prowadzenia zajęć dodatkowych w przedszkolach. Obiecałam jej, że za kilka dni dam znać, na czym stoję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama natomiast zostawiłam dziś CV w pewnym sklepie odzieżowym, przejrzałam kilka ostatnich numerów "Gazety Praca", którą skrupulatnie zbiera dla mnie Dziadek mojego Męża, powycinałam kilka ogłoszeń (dosłownie osiem), przejrzałam kilka stron, a kiedy zaczęłam pisać pierwszy mail... pomyślałam - co mi szkodzi?- i wpadłam w dość wyluzowany ton. Ośrodkowi kultury w sąsiednim mieście, który dopiero od września będzie miał swoją siedzibę, napisałam coś w rodzaju "całe życie pragnę poświęcić kulturze", a firmie, poszukującej sprzedawcy do sklepu z winami, że "właśnie moja skromna osoba może spełniać wszelkie Państwa wymagania". W tej zresztą wiadomości pozwoliłam sobie na kilka głupich żartów, myśląc, że przecież i tak mnie nie znają (a cóż znaczy wysłanie im mojego adresu, numeru telefonu, maila, nazwiska...), po czym sprawdziłam firmę w internecie i okazało się, że jej właścicielem jest pewien znany polski aktor. Oczywiście, on nie zna mnie tym bardziej, ale jakoś zrobiło mi się głupio... a potem wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się sama do siebie. Bo choć nie sądzę, żeby to właśnie on czytał listy od kandydatów, to sądząc po jego rolach, wpasowałabym się w jego poczucie humoru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak sobie pisałam, żartowałam, sugerowałam wszystkim po kolei (właścicielom sklepów, kancelarii, dyrektorom domów kultury, szefom ośrodka zabaw dla dzieci), że będę ich idealnym pracownikiem (tak, jestem wszechstronna! co zresztą również komuś napisałam, ot tak, wprost, jakbym wierzyła, że można być aż tak bardzo "do wszystkiego"), kiedy weszłam jeszcze na stronę mojego urzędu pracy i jasny piorun mnie strzelił, i posypały się niewybredne słowa... Bo oto biblioteka, w której przed kilkoma tygodniami pytałam o staż, poszukuje pracownika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomnę - ja na staż się nie załapałam, ponieważ lubią po takich stażach sobie pracowników zostawiać, a pani kierownik zapewniła mnie, że aktualnie nowy pracownik nie będzie przez nich poszukiwany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owszem, wymagane jest doświadczenie w pracy na tym stanowisku, ale niech mnie ktoś uświadomi, jeśli się mylę, bo ja widzę to tak, że zamiast od razu musieć komuś płacić, mieli możliwość zatrudnienia osoby, której płaciłby urząd pracy, oni by mnie sobie wyszkolili, a potem zostawili sobie i płacili mi już sami... albo by się mnie pozbyli, co akurat wtedy nie miało dla mnie większego znaczenia. A zatem, byłoby dokładnie tak, jak pani kierowniczka mówiła, że zwykle to załatwia. Widać jednak sytuacja jest aż tak napiętą, że wolą od razu płacić sami, byle znaleźć kogoś doświadczonego... Tyle, że ogłoszenie "wisi" od wczoraj, ja do wczoraj byłabym już przez nich szkolona od miesiąca, więc chyba nie musieliby szukać nikogo z zewnątrz?..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może nie potrafię wyrazić jasno moich obecnych wątpliwości i domysłów, ale to właściwie nie ma większego znaczenia. Nie pozostaje mi nic innego, jak wysłać mail do tutejszego studia tańca, po którego lekturze właściciele studia będą przekonani, że urodziłam się tylko po to, by być ich recepcjonistką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na marginesie - póki co, w moich CV zostawiłam wyższe wykształcenie. Zminimalizowałam jednak doświadczenie zawodowe, które modyfikuję w zależności od stanowiska, na które aplikuję. Czasem podkreślam działalność w kulturze, czasem - pracę biurową. I na razie to tyle, czyli... bez większych zmian, po prostu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-5608119951950460715?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/5608119951950460715/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/08/w-zawieszeniu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/5608119951950460715'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/5608119951950460715'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/08/w-zawieszeniu.html' title='w zawieszeniu'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-3583994989283112634</id><published>2010-08-04T10:49:00.003+02:00</published><updated>2010-08-04T11:52:31.336+02:00</updated><title type='text'>pierwsza oferta</title><content type='html'>Ponad miesiąc mnie tu nie było... i sporo się działo w tym czasie, choć, oczywiście, niekoniecznie w zakresie szukania pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw pojechaliśmy z Mężem nad morze, gdzie spędziliśmy piękne 10 dni, czarownych, gorących. Potem podjęliśmy szybką decyzję o przeprowadzce, a kiedy jechaliśmy podpisać umowę z właścicielem mieszkania, odezwała się redaktor naczelna pewnego magazynu, do którego czasem pisuję (oczywiście, za darmo). Dość enigmatycznie zapowiedziała, że ma dla mnie ofertę pracy, dodała, że teraz nie ma czasu tłumaczyć, o co chodzi, i zaprosiła na rozmowę z jej przełożonym - jeszcze tego samego dnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu może wyjaśnię - moja znajoma pracuje w miejscu, które w swojej ofercie ma zarówno kompleks wellness&amp;amp;spa, jak i organizację imprez kulturalnych. Oczywiście, interesowała mnie ta druga branża, a jako, że pani redaktor zna moje wykształcenie i doświadczenie zawodowe, w zasadzie, również, liczyłam właśnie na propozycję współpracy przy organizacji owych imprez.&lt;br /&gt;Cóż - przedstawiona im oferta związana była jednak z basenami, siłownią, sauną... Konkretnie, mam sprzedawać karnety firmom. Tyle, że bez karnetów, bo drukowanie karnetów jest drogie. Poza tym, mimo, że nigdy czymś takim się nie zajmowałam, mam przygotować innowacyjną ofertę. Co jeszcze? A, może to, że jak już się z tym uporam, to, oczywiście, będę sobie mogła pomagać przy tych imprezach. I jeszcze może to, że wynagrodzenie będzie wynosić miesięcznie 500zł plus procent z każdej podpisanej umowy. I, na koniec, rodzyneczek - umowa-zlecenie.&lt;br /&gt;Żeby było jasne - po moich poprzednich doświadczeniach, nie zależy mi już koniecznie na etacie, jeśli będą dobre pieniądze. Ale w przypadku, kiedy ani nie mam gwarancji dobrych zarobków, ani nie pracuję w zawodzie - ani nie jest to też praca nie wymagająca zbyt dużego zaangażowania umysłu - a umowy normalnej też nie mogę dostać?.. Czy jest się z czego cieszyć?..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, że jest. Perspektywa zarabiania 500zł miesięcznie. Póki co przecież, nie zarabiam wcale. Moje CV pozostają bez odpowiedzi i nikt poza znajomą nie zadzwonił z żadną propozycją.&lt;br /&gt;Mimo to, być może także pod wpływem samej rozmowy, zaczęłam mieć wątpliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu może napiszę, co mam na myśli, jeśli chodzi o tę rozmowę.&lt;br /&gt;Po pierwsze, to, że nie chciano mi wcześniej powiedzieć, o jaką pracę w ogóle chodzi. Jechałam tam, nie mając pojęcia, o co się "ubiegam". Jak to powiedziała koleżanka - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;a gdybyś się dowiedziała, że szukają sprzątaczki&lt;span style="font-style: italic;"&gt;?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Szczerze mówiąc, może nawet wolałabym takie stanowisko...&lt;br /&gt;Wracając jednak do przebiegu tej dziwnej rozmowy kwalifikacyjnej, że tak to nazwę; nie miałam nawet chwili na przemyślenie propozycji. Od razu zasypano mnie wymaganiami (wskazówek było niewiele), zastrzeżeniami, zapewnieniami, że wiedzą, że jestem do tej pracy najlepsza i raz tylko padło &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bo chyba się decydujesz, prawda? &lt;/span&gt;I jakieś pięć sekund później - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tu jest moja wizytówka, prześlij swoje CV i podanie o pracę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;No, tak. Jestem bezrobotna i nie mam w czym wybierać, to fakt. Dokładnie tak jednak się poczułam, to znaczy - "przecież jesteś bezrobotna, więc się ucieszysz" - a to nie było tak do końca miłe.&lt;br /&gt;Wiem, że osoby, które polecały mnie potencjalnemu przyszłemu szefowi, miały wyłącznie dobre intencje - nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Wiem, że czują do mnie sympatię, dobrze mi życzą, chciały pomóc. I naprawdę wierzą w to, że jetem najlepszym potencjalnym pracownikiem na tym stanowisku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem też jednak, że mimo, iż taki kierunek rozwoju nie interesuje mnie specjalnie, jeśli tylko podejmę się tej pracy, będę dawać z siebie wszystko, udowadniając tym samym, że oto kolejna rzecz, w której ja jestem fantastyczna, że wszelkie pokładane we mnie nadzieje się sprawdzają... może nawet czeka mnie kolejny niechciany awans i znów siedzenie w pracy do dziewiątej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcę wyolbrzymiać, nie chcę sprawiać wrażenia pesymistki ani egoistki. Ja po prostu chcę takiej pracy, jaka mnie interesuje!&lt;br /&gt;Mój Mąż, kiedy dzieliłam się z nim wszystkimi wątpliwościami, powiedział, że nie mogę wiedzieć, czy podoba mi się ta praca, dopóki nie spróbuję. Zapytałam go, dlaczego w takim razie nie idzie, jak radzą niektórzy, na kopalnię, żeby spróbować, czy mu się tam spodoba?&lt;br /&gt;Roześmiał się i przyznał mi rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkopuł w tym, że ja, tradycyjnie, nie wiem, czego chcę. Jak zwykle, łatwiej mi określić, czego nie chcę.&lt;br /&gt;Póki co, pozwoliłam sobie na wysłanie szczerego maila do znajomej, w której opisałam, co czuję, a także... na wysłanie maila do pana prezesa. Przeczyta w nim (jak tylko wróci z urlopu), mniej więcej, że po wgłębieniu się w moje CV na pewno zwróci uwagę, że moje dotychczasowe doświadczenie związane jest z szeroko rozumianą działalnością w kulturze, może więc właśnie takie stanowisko mógłby mi zaproponować?&lt;br /&gt;A jako, że mam w sobie jeszcze znaczny procent grzecznej dziewczynki, nadmieniłam w tym liście, że jeśli jednak pozostaje wyłącznie przy swojej propozycji, to ja ją przyjmuję...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro idę pogadać ze znajomą, która przy ostatnim przypadkowym spotkaniu w kinie jakoś nie była zbyt chętna do bliższego kontaktu (ale może tak mi się tylko wydaje). Prawdopodobnie, na razie sprawy pozostawię samym sobie i jeśli, mówiąc kolokwialnie, nadal mnie tam będą chcieli, to tam pójdę.&lt;br /&gt;Cieszy mnie jednak, że pojawiły się też w ostatnich dniach inne możliwości...&lt;br /&gt;Pierwsza, to wyjazd na obóz do Borów Tucholskich. Podejmę się go, o ile nie będzie to kolidować z tą nową pracą (oto dowód, że już się angażuję).&lt;br /&gt;Druga - opieka nad dzieciakami przy okazji jakichś zawodów sportowych. Trzeba w międzyczasie zapewnić smarkaczom nieco rozrywki, więc pora zdobyć doświadczenie i w tym zakresie. Tu liczę akurat na wsparcie znajomej, która już takie zabawy prowadziła, a tam również będzie obecną. I na to, że będzie to taki pierwszy impuls, po którym nastąpią kolejne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadal mam też w głowie ewentualne zakładanie firmy, nie umiem tylko zmusić się do wykrzesania z siebie bardziej konkretnego zakresu mojej ewentualnej działalności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie, cieszę się tym mieszkaniem we dwoje. Piękną sypialnią, dużą łazienką, gotowaniem obiadów. Najchętniej, zostałabym przy robieniu zaproszeń, kartek, wkręciła się znowu w fotografowanie... Ale życie nie jest takie proste. Banał to, ale na tym banale dziś zakończę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-3583994989283112634?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/3583994989283112634/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/08/pierwsza-oferta.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/3583994989283112634'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/3583994989283112634'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/08/pierwsza-oferta.html' title='pierwsza oferta'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-2493585134863496366</id><published>2010-06-30T20:20:00.002+02:00</published><updated>2010-06-30T20:41:02.344+02:00</updated><title type='text'>maraton</title><content type='html'>Jeszcze w poniedziałek wieczorem, kliknęłam na link, dołączony do zaproszenia na tamtą rozmowę kwalifikacyjną. I dzięki Ci, Boże, że to zrobiłam.&lt;div&gt;Po prostu - owszem, pilnie poszukuję pracy i zależy mi na znalezieniu jej w tym konkretnym mieście. Owszem, piastowałam różne stanowiska i staram się na żadne możliwości nie zamykać. Ogłoszenie, mówiące o pracy biurowej, interpretowałam jednak nieco inaczej. - Tak właśnie sformułowałam mail, w którym wyjaśniałam, dlaczego na tej rozmowie się nie pojawię.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Kredyty, ubezpieczenia - to tematy, które natychmiast wywołują u mnie ziewanie, wyłączam się, "odpływam" i zdecydowanie nie powinnam zajmować się tym zawodowo.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Na rozmowę więc nie pojechałam, za to, nie wyjmując ambicji z szuflady, wysłałam CV do solarium i sklepu z bielizną, wydrukowałam też kilka egzemplarzy dla siebie, z którymi wczoraj rano wyruszyłam na dłuższy spacer po mieście.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jako pierwszą, odwiedziłam tę moją wymarzoną Bibliotekę Miejską.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Kobiety, które tam pracują, są niesamowicie miłe, wszystkie, co do jednej! Myślałam więc nieustannie o tym, jak dobrze by mi tam było; będąc prowadzoną do tajemniczej pani Marysi, przeglądając &lt;i&gt;Bluszcz&lt;/i&gt;, kiedy czekałam na panią dyrektor, a potem słuchając, jak tłumaczy mi, że każdego stażystę, jakiego miała, starała się zatrzymać w pracy na stałe i wielu obecnych pracowników właśnie takim stażem rozpoczynało swoją karierę w tym miejscu. W tej chwili jednak nie mogłaby mi zapewnić etatu, bo wracają panie z urlopów macierzyńskich i wychowawczych, i dlatego, nie jest zainteresowana przyjęciem mnie na staż.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie zależało mi przecież na etacie - mówiłam o tym, że jestem świadoma, że nie będzie potem na mnie czekać stanowisko - pani była jednak nieugiętą w swej decyzji. Wychodziłam stamtąd, nadal czując do niej sympatię, ale i, najzwyczajniej, smutek.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W akcie desperacji, poczłapałam do galerii handlowej, szukając ofert pracy w sklepach z odzieżą, obuwiem, prasą - nie było ich nigdzie. Ani jednej karteczki, na ani jednej szybie wystawowej.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Przypomniałam sobie o Galerii Miasta. Pojechałam tam, zastając budynek remontowanym i pustym. Zasięgnęłam języka, zdobyłam numer pana, w owej Galerii pracującego, wyruszyłam w poszukiwania go, a kiedy okazało się, że nie ma go tam, gdzie miał być, zdecydowałam się zadzwonić, mimo, że akurat taka forma pytania o pracę wydaje mi się najmniej skuteczną. No i wróżka chyba ze mnie, bo facet, choć podobno strasznie zalatany i nieustannie skarżący się na brak pracownika, powiedział, że dopóki nie ma siedziby, nie może nikogo przyjąć, bo skoro tej siedziby nie ma, to co ja niby miałabym robić?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;"A co pan w takim razie robi..." - pomyślałam, ale jasne, że nie zapytałam. Sformułowałam to raczej w &lt;i&gt;Ale przecież pan ma dużo pracy, wiem, że jest pan ciągle zajęty, ma pan jakąś robotę - &lt;/i&gt;chyba jednak doczytał się w tym moich faktycznych intencji, bo zbył mnie dość szybko, dodał, że może mnie wziąć za rok i szybko się rozłączył.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie wiem, co on w takim razie robi, będąc na etacie opłacanym przez miasto, skoro tak go blokuje ten brak siedziby. Albo, inaczej - wiem, że naprawdę się nie nudzi, tylko dlaczego w takim razie nie chce współpracownika? Cholera, naprawdę nie wiem, czy przypadkiem nie jest tak, że ma jednak tej pracy trochę za mało?.. Nie mam żadnych podstaw, żeby tak myśleć, to prawda, ale kompletnie nie rozumiem, dlaczego nikt nie chce stażysty, za którego przecież nie musi zapłacić złamanego grosza.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Oczywiście, nasz ośrodek kultury prawdopodobnie dość chętnie przyjąłby mnie do którejś z placówek, mam jednak pewne powody, by akurat tam nie iść. Nazwijmy to chęcią ocalenia resztek dumy.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I jeszcze coś.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie dostaję kompletnie żadnych odpowiedzi z tych wszystkich sklepów, solariów itp. Mam plan wyrzucić z mojego CV studia i dwa ostatnie stanowiska pracy, zobaczymy, czy coś się wtedy nie zmieni. Jeśli nadal nic nie ruszy, zabiorę się za retusz zdjęcia. A co.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-2493585134863496366?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/2493585134863496366/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/maraton.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/2493585134863496366'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/2493585134863496366'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/maraton.html' title='maraton'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-1994964598913481895</id><published>2010-06-28T22:40:00.002+02:00</published><updated>2010-06-28T23:48:20.994+02:00</updated><title type='text'>30 = 27</title><content type='html'>Odwiedziłam dziś po raz kolejny urząd pracy, żeby zapisać się do programu aktywizacji zawodowej osób do trzydziestego roku życia, który podczas mojej ostatniej wizyty polecała mi jednak z pracownic. Młoda kobieta o włosach ciemny blond, idealnie gładkich, z idealną grzywką i idealnie wyprasowaną bluzką (a zatem mój absolutny kontrast), poinformowała mnie, że mogę skorzystać albo z dofinansowania, które ma otrzymać 50 wnioskodawców, albo z programu stażowego, tylko najpierw musi sprawdzić, czy w ogóle się kwalifikuję do udziału w projekcie. System najpierw wykazał więc, że się nie kwalifikuję, potem chyba coś innego wyświetliło się na monitorze i usłyszałam: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Aha, a więc pani się obroniła teraz... o, ale pani kończy w lipcu 27 lat! W takim razie ma pani bardzo niewiele czasu na zrobienie stażu! Musiałaby go pani rozpocząć dzień przed urodzinami.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ale program jest skierowany do osób do trzydziestego roku ż&lt;/span&gt;ycia, tak?&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tak.&lt;/span&gt; (Przysięgam, powieka jej nie drgnęła.)&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;W takim razie, dlaczego muszę zacząć staż przed dwudziestymi siódmymi urodzinami?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bo takie są wymagania programu&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;"Zbaraniałam" to dobre określenie na ten moment naszej rozmowy.&lt;br /&gt;Niestety, musiałam przyznać: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Nie rozumiem&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pani ciężko westchnęła i takim tonem, jakby mówiła mi najbardziej oczywistą rzecz na świecie i z miną oznaczającą, że OK, poświęci się i wytłumaczy mi wszystko jak najdokładniej, powiedziała: - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;W ramach programu, może pani dostać dofinansowanie na własną działalność lub podjąć staż. Staż może pani podjąć pod warunkiem, że nie ukończyła pani dwudziestego siódmego roku życia i nie obroniła się w czasie dłuższym niż 12 miesięcy temu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Trochę dla świętego spokoju powiedziałam więc, że rozumiem i dopytałam jeszcze o parę spraw. Wiem już, że na rozpatrzenie wniosku stażowego dyrektor teoretycznie ma 40 dni, może jednak rozpatrzyć go w szybszym trybie, ale wniosek musi być złożony w ciągu najbliższych dwóch tygodni, a oprócz samego wniosku, potrzebne są i inne dokumenty, więc jeśli nawet bym znalazła jakiegoś chętnego pracodawcę (a od dwóch lat nie pojawiła się ani jedna oferta pracy ani stażu w moim zawodzie), to musiałby się on naprawdę pospieszyć, żeby ze wszystkim zdążyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, że rozumiem samą zasadę z tym nieszczęsnym dwudziestym siódmym rokiem życia. Nie rozumiem natomiast, dlaczego nazywa się to programem aktywizacji osób do roku życia &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;trzydziestego&lt;/span&gt;...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie, naiwnie być może, ale całkiem poważnie myślę o stażu w naszej bibliotece miejskiej. Przed kilkoma laty planowałam starać się o pracę właśnie tam, w międzyczasie jednak zdążyłam zwątpić w to, że jest to w ogóle realne, poza tym, przytrafiło się kilka innych okazji i ostatecznie jakoś o tej naszej bibliotece zapomniałam. Lubię jednak atmosferę tego miejsca, mam ogromny podziw do kreatywności tamtejszych pracownic - chciałabym współuczestniczyć w ich inicjatywach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzwoniłam dziś do jednej z nich, absolutnym zrządzeniem losu poznanej w miniony weekend - niestety, nie odbierała.&lt;br /&gt;Być może uda mi się jeszcze jutro bibliotekę odwiedzić. Jutrzejszy dzień to jednak przede wszystkim rozmowa kwalifikacyjna, na którą pojadę bardzo na luzie, bo nie wiem nawet za bardzo, o jakie stanowisko chodzi. To także odbiór przez koleżankę pierwszej partii zaproszeń. Na szczęście, nie jest tak marudna, jak moja inna klientka, która chce przyjechać kolejny raz, tym razem po to, żeby obejrzeć czcionkę na wydruku. Ale tę pracę akurat lubię i tak, i lubić nie przestanę. Totalny relaks, kiedy tak sobie dziurkuję, tuszuję, kleję...&lt;br /&gt;I jeszcze musztardową kulkę sobie dziś ufilcowałam, może jakieś korale zmajstruję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę przyznać, że kiedy usłyszałam dziś o możliwości uzyskania dofinansowania, znów zaczęłam myśleć o rozpoczęciu własnej działalności. Gładkowłosa pani zresztą kilka razy mnie do tego zachęciła, ale wstając już, powiedziałam jej, że owszem, biorę pod uwagę taką możliwość, muszę to jednak przemyśleć, bo chcę do tego podejść poważnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że nie ma recepty na w stu procentach pewny biznes. Muszę się jednak zorientować, czy to, co chodzi mi po głowie ma jakiekolwiek szanse powodzenia. Nie wiem tylko, gdzie szukać takich informacji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-1994964598913481895?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/1994964598913481895/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/30-27.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/1994964598913481895'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/1994964598913481895'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/30-27.html' title='30 = 27'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-9051399221069560762</id><published>2010-06-25T11:33:00.002+02:00</published><updated>2010-06-25T11:53:29.747+02:00</updated><title type='text'>przed pierwszą rozmową</title><content type='html'>Trzecia próba zarejestrowania się w Urzędzie Pracy zakończyła się sukcesem. Wszystko trwało ponad godzinę, ponieważ trafiłam na kobietę nie tylko bardzo skrupulatną, ale i wyjątkowo życzliwą. Robiła wszystko, żeby, po pierwsze, nazwać jakkolwiek - po ludzku - piastowane przeze mnie stanowiska, a po drugie, żeby możliwie najbardziej korzystnie podliczyć mi przepracowane miesiące. Ja nawet przez chwilę nie wierzyłam w możliwość uzyskania zasiłku, ona jednak wierzyła w to mocno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspominałam już, że pracowałam od trzech lat, niemalże bez przerwy. A wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że zaledwie - dokładnie - osiem miesięcy i siedem dni.&lt;br /&gt;Zawdzięczam ten stan rzeczy m.in. nie do końca poprawnie sformułowanym umowom - zlecenie, które, jak już pisałam, miałam w ostatniej pracy na przestrzeni pół roku, pracując, rzecz jasna, w wymiarze pełnoetatowym. Nie wynika z nich jednak to pół roku, a zaledwie trzy miesiące pracy. I wiem, jaka ma być treść pisma, które powinnam do tej firmy wystosować, ale coś mi mówi, że na odpowiedź będę czekać bardzo długo... i że kompletnie niczego ona nie zmieni... ale spróbuję, przecież niczym nie ryzykuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za niespełna dwa tygodnie mam przyjść do Urzędu złożyć podpis. Przy okazji chcę się zapisać do pewnego programu, o którym coś więcej napiszę, jak tylko coś więcej się dowiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie, bo w najbliższy wtorek, mam mieć pierwszą rozmowę kwalifikacyjną. Nie wiem właściwie, o jaką pracę chodzi, bo była to jedna z tych ofert, w których szukany jest pracownik biurowy, ogłoszenie zamieścił ktoś o mailu "buziaczek.pl", nie mający niemal żadnych wymagań i w zaproszeniu na ową rozmowę nie podający nawet konkretnej godziny, tylko "od - do", ale grunt, że w ogóle jakaś rozmowa się wydarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym, przygotowałam dziewięć wzorów zaproszeń, a przed kilkoma dniami podeszłam do stanowiska z rękodziełem, zaproponowałam paniom tam stojącym te moje zaproszenia i teraz tylko muszę im je zawieźć.&lt;br /&gt;Przyszły zamówione koperty i "folijki", ruszyłam więc z produkcją zaproszeń na konkretne zamówienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I kupiliśmy sypialnię!&lt;br /&gt;Konkretnie, kupiliśmy łóżko, komodę i dwie szafki nocne. Model już dawno przez nas wypatrzony w Ikea, nieosiągalny jednak cenowo, ale wygrzebany przeze mnie w sieci za kwotę dużo niższą. Pierwsza podróż z przyczepą, potem poznanie sympatycznego małżeństwa z pięknym mieszkaniem i chyba w ogóle pięknym życiem... i, po dwóch latach małżeństwa, pierwsza noc na dwuosobowym łóżku, a nie jednoosobowym fotelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadzwoniła wczoraj koleżanka, która z mojej ostatniej firmy zwolniła się trzy miesiące przede mną, z propozycją wyjazdu na kolonie - oczywiście, w charakterze wychowawcy. Kurs wychowawcy kolonijnego zrobiłam w trakcie studiów, jak większość, do tej pory w tej roli nie wystąpiłam, jednak zgodziłam się, spontanicznie ignorując fakt, że kolonie zaczynają się już w najbliższy poniedziałek. Ostatecznie, na szczęście, okazało się, że na ten turnus cała "obsada" jest skompletowana, mogę więc spokojnie kończyć zaproszenia, odwiedzać Urząd Pracy, zajmować się chrześniakiem, z którym w niedzielę wybieram się na warsztaty śpiewu, a jako, że chrześniak ma niespełna półtora roku, myślę, że będzie to dla nas obojga interesujące przeżycie... ale to już sprawy, dla których nie chcę tu znajdywać miejsca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz: www.praca.pl.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-9051399221069560762?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/9051399221069560762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/przed-pierwsza-rozmowa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/9051399221069560762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/9051399221069560762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/przed-pierwsza-rozmowa.html' title='przed pierwszą rozmową'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-323050222137469442</id><published>2010-06-21T22:24:00.005+02:00</published><updated>2010-06-25T11:32:32.732+02:00</updated><title type='text'>Urząd Pracy - podejście drugie</title><content type='html'>Kiedy zobaczyłam na tym moim nieszczęsnym świadectwie pracy pieczątkę, którą z takim zaangażowaniem załatwiał dla mnie Mąż, a była godzina siódma rano, ja szłam do toalety, świadectwo leżało na laptopie, Mąż szamał kanapkę, po prostu zapytałam go bezczelnie, czy jest głupi czy nienormalny.&lt;br /&gt;Pod treścią jest wyraźnie opisane miejsce na podpis i pieczątkę, ale Mąż wskazał menadżerce, że ma ją przybić u góry. I twierdził, że ja mu tak pokazałam, ale to akurat nie ma większego znaczenia, bo dyskusje "nie" "tak" "nie" mogą trwać wiecznie.&lt;br /&gt;Zadzwoniłam jeszcze do Urzędu, z pytaniem, czy może jednak akurat nie ma większego znaczenia, gdzie pieczątka się znajduje, ale dowiedziałam się, że nie tylko zdecydowanie ma być przybita we wskazanym miejscu, ale ma być również imienną pieczątką mojego ówczesnego pracodawcy. Poinformowałam więc panią, że mój ówczesny pracodawca nie miał takiej pieczątki, mimo, iż sama wiem, że mieć ją powinien i po dłuższej chwili różnych konsultacji, usłyszałam, że ostatecznie taka też może być. Ale przybita tam, gdzie jest napisane, że przybitą ma być.&lt;br /&gt;Mąż udał się więc raz jeszcze do menadżerki, zorganizował Drugie Przybicie Pieczątki i dziś pojechałam po raz drugi do Urzędu Pracy, w celu zarejestrowania się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pani, jak zwykle miła i uśmiechnięta, okazało się, że pamiętała mnie i moją sytuację, więc od razu zerknęła na świadectwo, potwierdziła, że jest w porządku, zerknęła na drugie, które oglądała już poprzednim razem i dopytała, od niechcenia, czy były jeszcze jakieś umowy-zlecenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umowy takie były, ale świadomie ich nie zabierałam. Kiedy rejestrowałam się pierwszy raz, czyli dwa lata temu, pewien miły pan, w odpowiedzi na informację, że nie jestem pewna, czy tego typu umowy mam wszystkie, powiedział, że w takim razie lepiej, żebym ich w ogóle nie przynosiła, bo i tak niczego nie zmienią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak najwyraźniej coś zmienić mogą...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygotowałam więc przed chwilą te trzy umowy-zlecenie, którymi od czerwca do listopada w zeszłym roku zwodziła mnie moja poprzednia firma, które pewnie kompletnie nie wliczają się do czasu pracy, nic nie zmienią w fakcie, że nie należy mi się zasiłek, ale skoro mają być, to mają być.&lt;br /&gt;Nie zastanawiam się, o czym się dowiem jutro, bo naprawdę bawi mnie to wszystko.&lt;br /&gt;Takie sytuacje właściwie mnie nie zaskakują. Raczej spodziewam się właśnie takich przygód, niż załatwiania wszystkiego od ręki. Ot, doświadczenie i nie ma w tym odrobiny pesymizmu, zapewniam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byliśmy dziś oglądać mieszkanie w mieście, do którego chcemy się przeprowadzić. W mieszkaniu się zakochałam, ale jesteśmy niestety bardzo naiwni z Mężem i nie spodziewaliśmy się, że to my będziemy musieli zapłacić biurowi nieruchomości za sfinalizowanie transakcji. Nie została więc sfinalizowaną, nosy nam nieco opadły, na szczęście, przypomnieliśmy sobie o znajomych, którzy za jakiś czas mieli chcieć wynajmować swoje mieszkanie. I rzeczywiście chcą, a mają tam pięknie, stylowo, mają i okno w kuchni, i okno w łazience, i nawet mikro-spiżarkę w tej kuchni mają.&lt;br /&gt;Zapowiada się, że za miesiąc z hakiem będziemy tam rozstawiać nasze regały i upychać gdzieś książki, kubki, kijki, stuptuty...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla nas, to już duży krok - ta podjęta decyzja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogę popełniać błędy, byle coś robić, nie stać w miejscu, nie pozwalać już sobie na trwanie w tym poczuciu "tymczasowości".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i oby pracę znaleźć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znajduję w internecie jakieś oferty typu barmanka/kelnerka, pracownik biurowy, sprzedawca w sklepie z odzieżą używaną i zapewniam wszystkich w mailach, że jest to stanowisko wymarzone dla mnie i staram się jakoś odwrócić uwagę potencjalnego pracodawcy od mojego kompletnie innego wykształcenia i stanowiska kierowniczego, które w CV wykazuję nie po to, żeby się nim chwalić, tylko, żeby było widać, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;żadnej pracy się nie boję&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Nie wiem tylko sama, czy na pewno już nie chcę pracować w moim zawodzie? Czy po kilku miesiącach za biurkiem nie będę znów tęsknić do negocjacji stawek, ustalania szczegółów ridera i godziny próby... czy znów nie zacznę się łudzić, że mogę znów mieć taką pracę... A przecież w tej chwili wiem dobrze, jak rzadko takie oferty się zdarzają i nawet ich nie szukam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zatem, musiałabym sobie odpowiedzieć na pytanie, czego właściwie chcę, prawda? Od tej konieczności uciekam jednak, przygotowuję kolejne wzory zaproszeń, szukam na Allegro łóżka, prasuję i robię koktajle z truskawek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jutro znów wyprawa do Urzędu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-323050222137469442?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/323050222137469442/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/urzad-pracy-podejscie-drugie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/323050222137469442'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/323050222137469442'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/urzad-pracy-podejscie-drugie.html' title='Urząd Pracy - podejście drugie'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-1349118330673998985</id><published>2010-06-17T23:13:00.005+02:00</published><updated>2010-06-25T11:18:20.595+02:00</updated><title type='text'>Urząd Pracy - podejście pierwsze</title><content type='html'>W zeszłym tygodniu postanowiłam wreszcie pójść się zarejestrować w naszym Urzędzie Pracy. Niespecjalnie mi się spieszyło, bo nie do końca wierzę w skuteczność tej instytucji, ale nie mogę też powiedzieć, żebym się przed tym jakoś szczególnie broniła. Nie uważam tego za jakiś okrutny powód do wstydu, dowód sięgnięcia dna czy coś w tym stylu. Doceniam fakt, że gwarantuje to ubezpieczenie zdrowotne i choć nie mam pojęcia, czy jeszcze mi wolno, po cichu liczę na załapanie się na jakiś staż. Czekałam tylko na obronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, nie może być lekko i przyjemnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabrałam ze sobą wszystkie umowy, a nawet ksero dowodu, odpis Aktu Małżeństwa i, oczywiście, zaświadczenie o pomyślnym przejściu egzaminu magisterskiego. Sympatyczna dziewczyna za szklaną szybą o umowy w ogóle nie zapytała, zerknęła za to na świadectwo pracy z Klubu - czyli jedynego miejsca, gdzie pracowałam w stu procentach w swoim zawodzie - i poinformowała mnie, że po pierwsze, muszę dostarczyć oryginał, a po drugie, to świadectwo jest nieważne, bo brakuje na nim pieczątki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piorun jasny we mnie strzelił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Klubu swego czasu zwolniłam się, bo, najoględniej mówiąc, miałam wrażenie, że jestem traktowana mniej więcej, jak przyklejona do buta psia kupa. Stosunki z moim byłym szefem nie były dla mnie najprzyjemniejszymi i wolałabym, żeby ich w ogóle już nigdy nie było, zwłaszcza po tym, jak odkryłam, że umowę rozwiązaliśmy w grudniu, a jednak jakimś cudem zatrudniał mnie jeszcze w styczniu (formalnie! bo bez mojej wiedzy). A tu czekała mnie perspektywa spotkania i wiedziałam, że będzie problem ze zdobyciem tej pieczątki, skoro o samo świadectwo pracy walczyłam co najmniej miesiąc.&lt;br /&gt;Sympatyczna dziewczyna, o której dowiedziałam się potem, że wkrótce też ma obronę, studiuje na mojej uczelni, ale zaocznie i podobny kierunek, posłała mnie jeszcze do kierownika tej ważnej placówki, który na początku był raczej zdystansowany, poinstruował mnie jednak, że mogę się w razie problemów zwrócić do Sądu Pracy, zachęcił do skontaktowania się z PIPem (nie rozumiem, czemu ludzie w języku mówionym używają skrótów... ale fakt, że w ostatniej pracy sama w końcu się tym zaraziłam) i pożegnał już niemalże z uśmiechem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Klubu się nie dodzwoniłam - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;nie ma takiego numeru&lt;/span&gt;. Niespecjalnie mnie to zdziwiło, bo rzadko tam płacono rachunki telefoniczne... Jedyną formą kontaktu z tamtym szefem, jaką dopuszczała moja wrażliwość, był SMS, który jednak nawet do niego nie dotarł. Cała nadzieja była więc w menadżerce... która przez kilka długich dni nie odpisywała na maila, więc bałam się, że cały ten Klub pochłonęło wreszcie (zasłużenie) piekło, a ja zostanę z nieważnym świadectwem pracy i jedynym mądrym wnioskiem z sytuacji będzie utwierdzenie się w przekonaniu, że dobrze zrobiłam, spieprzając stamtąd w grudniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piekło Klubu nie pochłonęło, menadżerka - jak zwykle zresztą - obiecała pomóc, a mój Mąż dzwonił już dziś z informacją, że wreszcie zastał Klub otwartym (wczoraj ok. 23:00 już było zamknięte... coś mi mówi, że za wielkich dochodów to oni tam nie mają...) i ma dla mnie tę pieczątkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I właściwie, samą mnie śmieszy, że to, czy to świadectwo będzie ważne, czy nie, nie ma żadnego znaczenia. Zatrudniona byłam na pół etatu, w umowie miałam wpisaną połowę z płacy minimalnej, więc nie mam szans na zasiłek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pracowałam więc niespełna trzy lata, z czteromiesięczną przerwą, ale trafiałam na takich przełożonych i na takie firmy, że z papierów to nie wynika i, póki co, na nic od Państwa liczyć nie mogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie narzekam. Cieszę się sypiącymi się zamówieniami na zaproszenia ślubne i perspektywą robienia znów zdjęć na weselu, cieszę się porządkami w szafach i szafkach, szóstym sezonem "Lostów", nocnymi pogaduchami na gadu... i mnóstwem innych rzeczy. Cieszę się bezrobociem, cholera! Rozglądam za mieszkaniem, od wczoraj znów myślę o założeniu firmy i mam nadzieję, że w końcu moich bliskich przestanie dziwić, że z niechęcią myślę o pakowaniu się w jakiś kolejny syf.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, najpóźniej w poniedziałek odwiedzę Urząd Pracy po raz drugi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-1349118330673998985?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/1349118330673998985/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/urzad-pracy-podejscie-pierwsze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/1349118330673998985'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/1349118330673998985'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/urzad-pracy-podejscie-pierwsze.html' title='Urząd Pracy - podejście pierwsze'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-9105528444752587258</id><published>2010-06-10T23:10:00.003+02:00</published><updated>2010-06-25T11:13:39.755+02:00</updated><title type='text'>dobre słowo na noc</title><content type='html'>Przed chwilą, jednym zdaniem, mój ojciec utwierdził mnie w decyzji o przeprowadzce... nie, nie będę się tu rozpisywać. Trzeba się zmobilizować do szukania pracy, pamiętając jednak, że nic mu nie muszę udowadniać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uświadomiłam sobie wreszcie (Boże, po tylu latach) rzecz najzupełniej banalną: rodziców NIGDY się nie zadowoli. Ot, tyle. Tylko i aż. Bo teraz trzeba o tym nie zapominać i w ogóle się nie starać ich zadowalać, i po prostu sobie żyć, i po prostu chcieć być szczęśliwym, bo a nuż to nasze szczęście im wystarczy?..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I, właśnie - rodzice wcale nie chcą, żebyśmy szczęśliwi byli. To oni chcą być szczęśliwi i mają wizję tego swojego szczęścia, organizowanego naszym kosztem, a zwykle nie całkiem pokrywającą się z wizją naszą. Lepiej się nie łudzić, że jest inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, wiem, że to wygląda jak frustracje nastolatki. Mam poczucie, że mieszkając z nimi tak długo, nie rozwijam w sobie w żaden sposób umiejętności szukania własnego celu, uświadamiania sobie własnych potrzeb, umiejętności, zdolności. Stoję w miejscu i czuję się z tym coraz gorzej. &lt;br /&gt;Pora pootwierać te strony z ofertami pracy i odświeżyć swoje CV.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-9105528444752587258?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/9105528444752587258/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/dobre-sowo-na-noc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/9105528444752587258'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/9105528444752587258'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/dobre-sowo-na-noc.html' title='dobre słowo na noc'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-6786875574277010801</id><published>2010-06-05T01:10:00.003+02:00</published><updated>2010-06-25T11:03:28.742+02:00</updated><title type='text'>obroniona</title><content type='html'>Obrona była... cóż, dokładnie tak, jak mówiło wiele osób wcześniej - najprzyjemniejszym egzaminem, jaki kiedykolwiek miałam! Komisja, w stu procentach kobieca, była komisją - oczywiście - inteligentną, ale oprócz tego dowcipną, wyluzowaną, no i bardzo, bardzo życzliwą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie spodziewałam się jednak tej piątki i wiem, że kiedy stamtąd wyszłam, miałam oczy jak te pięć złotych z piosenki. &lt;br /&gt;A jednak piątka i kilka pochwał na temat mojej pracy... Miałam wrażenie, że po pierwsze, schudłam kilka kilogramów, a po drugie, przynajmniej centymetr urosłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba... nie, bez "chyba" - poczułam się wreszcie z siebie dumna.&lt;br /&gt;To mi się zdarza naprawdę rzadko, ale w środę, przed dziesiątą rano, rzeczywiście poczułam się z siebie zadowolona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co teraz?..&lt;br /&gt;Teraz, powoli, dojrzewa w nas decyzja o znalezieniu mieszkania. Nie wiemy, czy damy radę się utrzymać - Mąż nie ma regularnych dochodów, a ja obecnie, oczywiście, nie mam żadnych... ale pora dorosnąć. Nie wiem, czy moi rodzice to zrozumieją - szczerze w to wątpię - ale nie ma to większego znaczenia.&lt;br /&gt;Dziś po prostu bardzo się cieszę z tego magistra wytęsknionego, wierzę, że wszystko się poukłada... i zastanawiam nad rozreklamowaniem moich ślubnych zaproszeń, zawsze to jakiś grosz by wpadł.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-6786875574277010801?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/6786875574277010801/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/obroniona.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/6786875574277010801'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/6786875574277010801'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/obroniona.html' title='obroniona'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7993207739757181841.post-5952464272518998249</id><published>2010-06-01T17:39:00.004+02:00</published><updated>2010-06-25T11:00:45.535+02:00</updated><title type='text'>5 tygodni</title><content type='html'>Nie chce mi się wierzyć, że minęło już dokładnie 5 tygodni, odkąd się zwolniłam. Z kolejnej firmy. &lt;br /&gt;Powiedzenia "do trzech razy sztuka" zdecydowanie do mojej sytuacji nie można odnieść...&lt;br /&gt;Nie wiem, ciągle jeszcze nie wiem, jaką ma być moja wymarzona praca. Najważniejsze, że jest jeszcze we mnie wiara, że na taką trafię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie, tego bloga chciałam założyć od razu następnego dnia, ale miałam taką huśtawkę nastrojów, że może nawet lepiej, że nie zostało to nigdzie uwiecznione...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pierwszych dniach po zwolnieniu się, byłam mocno nakręcona na zakładanie własnej firmy. Rodzice, z którymi na razie mieszkamy z moim Mężem, szybko odebrali mi wszelki optymizm i przez jakiś tydzień byłam w lekko schizofrenicznym stanie... Rano, mierząc temperaturę i widząc, że wyraźnie spadła, z jednej strony czułam żal, że znów nie udało mi się zajść w ciążę; z drugiej, ulgę - bo przecież pracy nie mam, jak się skończy urlop, to już nie będę ubezpieczona, co ja temu dziecku bym zapewniła..? &lt;br /&gt;I tak ze wszystkim: radość - i ogromny lęk. Powoli zaczynałam żałować swojej decyzji, na szczęście, docierały jeszcze do mnie sygnały o kolejnych sytuacjach w mojej dawnej firmie, które nie powinny mieć miejsca. A to skutecznie przywracało zadowolenie z faktu, że mnie już tam nie ma. Poza tym, mój Mąż okazał mi wiele wsparcia i miał jednoznacznie pozytywną postawę wobec mojego odejścia, do którego zresztą sam mnie namawiał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i wreszcie mogłam się zabrać za rzecz, którą odwlekałam ostatecznie długo - kończenie mojej pracy magisterskiej. Postanowiłam wcześniej nie rejestrować się w Urzędzie Pracy, żeby znowu nie musieć wysłuchiwać porad ogromnie doświadczonej życiowo pani urzędniczki, która mimo, że tyle przeszła, jakoś dała radę napisać pracę, a ja nie dałam? To się nie mieści i w związku z tym, oni będą mi przysyłali oferty zgodne z moim Ś R E D N I M wykształceniem... a jakoś mi się nie uśmiecha nic do mojego życia nie wnoszący staż w firmie finansowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udowodniłam sobie, że ciągle jeszcze umiem dotrzymywać obietnic składanych sobie samej.&lt;br /&gt;Jutro, z trzyletnim poślizgiem, wreszcie się bronię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytałam tę moją pracę jakiś milion razy, jakieś dziesięć milionów razy zamierając, na widok literówek i takich drobnych błędów, jak np. akapit rozpoczynany z perspektywy roku 2007, a kończony już z doświadczeniem roku bieżącego...&lt;br /&gt;W międzyczasie jednak, przestałam myśleć, co, jeśli ktoś jednak tę pracę przeczytał i zaczęłam się martwić o to, że pytania jednak będą szczegółowe.&lt;br /&gt;Obecnie mam podejście, że jednak nikt tam się nie zna na historii kabaretu, ale nie łudzę się, że odważę się coś pościemniać, bo na mojej twarzy kłamstwo widać od razu, nawet to najbardziej niewinne (oczywiście nie dotyczy to sytuacji, kiedy ukrywam nieco prawdy przed członkami mojej rodziny).&lt;br /&gt;Na chwilę obecną, mam ładnie pomalowane paznokcie, wrażenie totalnej pustki w głowie, umówioną godzinę spotkania z sąsiadką, od której pożyczam torebkę, skserowany akt małżeństwa i znów stan rozdwojenia - potrafię sobie jednocześnie wyobrażać i triumfalne wybieganie z uczelni... i wpatrywanie się w oczy komisji, która bezdusznie oznajmia, jak bardzo żenujący był poziom mojej pracy i jak niewiele sobą reprezentuję, nie zasługując nawet na tego biednego "dosta".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, w głębi duszy, wiem, że trzeba by się mocno namęczyć, żeby się nie obronić, ale złości mnie, że nie umiem się już niczego nauczyć. I po prostu to, że nie wiem, jak wygląda obrona.&lt;br /&gt;Siostra uświadomiła mi, że po prostu dawno nie miałam żadnego egzaminu, wiele osób powtarza, że to naprawdę banalne i wręcz przyjemne. Tylko, że ja po prostu NIE WIEM, nie umiem sobie WYOBRAZIĆ, jak to będzie przebiegać! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja przecież zawsze wszystko sobie wyobrażam. Zawsze. Wszystko.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7993207739757181841-5952464272518998249?l=inga-szuka-pracy.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/feeds/5952464272518998249/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/pierwszy-miesiac.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/5952464272518998249'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7993207739757181841/posts/default/5952464272518998249'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://inga-szuka-pracy.blogspot.com/2010/06/pierwszy-miesiac.html' title='5 tygodni'/><author><name>agni</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_v4y9Z3SorN8/SgBxPsboRYI/AAAAAAAAAE0/nQrquYfAIlM/S220/agni-foto.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
